Moja przygoda z transportem międzynarodowym

Odkąd tylko zobaczyłem mojego sąsiada w swojej ogromnej ciężarówce gdy miałem sześć lat wiedziałem, co chcę robić w przyszłości. Moje marzenie nie minęło jak inne zawody, do których nigdy później nie ciągnąłem – kierowcą chciałem być na poważnie.

Nigdy nie żałowałem rozpoczęcia pracy w transporcie międzynarodowym

transport międzynarodowyPrawdę mówiąc wtedy nie wiedziałem jeszcze o tym, że praca ta wiąże się z bardzo wieloma niedogodnościami. Nie robiło mi to jednak żadnej różnicy – gdy tylko widziałem jakąkolwiek ciężarówkę na drodze czułem, że chciałbym siedzieć w środku i przemierzać tysiące kilometrów z ładunkiem z tyłu. Wiedziałem, że tak łatwo mi to nie przejdzie. Gdy tylko skończyłem wymaganą ilość lat, od razu poszedłem na kurs prawa jazdy na ciężarówki. Nim się obejrzałem zatrudniłem się w jednej z firm która przydzieliła mi ciężarówkę i kurs do Francji. Pamiętam, że byłem bardzo dumny z tego, jak wszystko ładnie mi się udało. Oczywiście nie była to zasługa przypadku czy głupiego trafu – od dawna wiedziałem czym chcę się zajmować i traktowałem transport międzynarodowy jak prawdziwą pasję. Oczywiście moi rodzice widzieli mnie na studiach, ale ja nie chciałem nawet tego zaczynać. Nie miało to w moim przypadku najmniejszego nawet sensu – po co były mi studia, skoro i tak po nich wolałbym pracować jako kierowca ciężarówki? Prawda była taka, że w momencie w którym kupiłem własne auto ciężarowe moje zarobki znacznie przekroczyły to, co mieli wszyscy magistrzy w mojej rodzinie. Dopiero wtedy dali mi spokój i pozwolili żyć po swojemu na własny rachunek.

Przeczucie mnie nie zawiodło – oddanie się transportowi ciężarowemu miało dla mnie tylko i wyłącznie dobre konsekwencje. Wiedziałem, że prędzej czy później wybuduję sobie dom i kupię drogi samochód osobowy – była to tylko kwestia czasu.